PL   |   EN

Olej w głowie czy olej z Rosji?

Olej w głowie czy olej z Rosji?
Minął już miesiąc od rozpoczęcia wojny w Rosji. Minęły też solidne 3 tygodnie od wzrostu cen paliw na stacjach benzynowych do 7-8 złotych. Korki jak były, tak są. Nie słychać także, aby politycy namawiali nas do oszczędzania benzyny, jeżdżenia na rowerze czy pracy w domu. Jestem zdumiony, bo przecież właśnie z Rosji importujemy prawie 70% paliw do naszych samochodów, którymi jeździmy nimi na potęgę. A politycy wciąż nam w tym pomagają.

Przepis na konflikt

To w końcu chcemy zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, czy nie? W ciągu ostatnich 20 lat ropa naftowa z Rosji była odpowiedzialna za 800 mld zł wydatków na paliwa w naszym kraju. Było to 75% wartości środków przekazanych Rosji za zakupione paliwa kopalne z Polski. Na podstawie tych liczb gołym okiem widać, gdzie leży największe źródło zasilania wojennej machiny Rosji przez nas samych. A jednak pierwszym paliwem, którego ograniczenie importu oficjalnie ogłosił premier Polski był węgiel – paliwo odpowiedzialne za ok. 5% wartości przekazanych Rosji środków. Komisja Europejska także nie zajęła się w pierwszej kolejności ropą naftową, ale gazem ziemnym. 

Podobno ograniczając import ropy naftowej mniej dokuczymy Rosji, gdyż sprzeda ona to paliwo komu innemu, co jest mniej możliwe w przypadku gazu zimnego. Ale nawet jak ograniczymy zużycie ropy naftowej u siebie, będzie to krok w dobrym kierunku. Ograniczając popyt ograniczymy zakup paliwa z Rosji. Ograniczając popyt możemy też przyczynić się do spadku cen paliw na światowym rynku, co także nie zwiększy rosyjskich przychodów, ale je obniży. Bez jakichkolwiek kroków w kierunku ograniczenia zużycia ropy naftowej z Rosji dziś moralnie wyglądamy jak strażak-podpalacz. Niby chcemy zdusić wojnę na Ukrainie, ale dosypujemy agresorowi do portfela, a broniącym się oddajemy naszą broń. To niestety przepis na długotrwały konflikt zbrojny, a nie rozejm. 

Dolej oleju

O tym czy faktycznie chcemy ograniczenia zużycia ropy naftowej w Rosji mówią między innymi poniższe fakty. Większość państw członkowskich UE wprowadziła niedawno środki, które jeszcze bardziej zwiększają zużycie ropy. Niektóre zostały wprowadzone już po rozpoczęciu wojny przez Rosję. Według danych Transport&Environment dotyczących opłat paliwowych, 14 z 27 państw członkowskich wprowadziło cięcia w akcyzie na paliwa i/lub innych dopłatach do paliw. 

Premier Francji (20% importu ropy z Rosji) ogłosił na początku marca, że wprowadzi rabat w wysokości 15 centów za litr na cztery miesiące, co będzie kosztować rząd ponad 2 miliardy euro. Szwecja (ok. 40% importu ropy z Rosji) planuje jeszcze teraz obniżenie podatku od benzyny i oleju napędowego oraz przyznanie każdemu właścicielowi samochodu 1000 koron szwedzkich w formie jednorazowego wsparcia. Rząd Węgier (ponad 60% importu ropy z Rosji) wprowadził limit cenowy na benzynę i olej napędowy w wysokości 1,26 euro, obniżył akcyzę o około 7 centów i zapewnił nawet dotację w wysokości około 5 centów za litr dla mniejszych stacji benzynowych. Nawet Polska (ponad 70% importu ropy z Rosji), obniżyła podatek VAT na paliwa transportowe z 23% do 8% w lutym 2022 roku i wciąż się z tej podwyżki nie wycofała, choć twardo proponowała embargo na zakup wszystkich paliw z Rosji.  

Najcenniejszy składnik

Wszystkie te obniżki pośrednio udowadniają, że tak naprawdę nie gaz ziemny, ale ropa naftowa jest tym, co Rosja ma najcenniejszego. Jeśli tak bardzo jesteśmy uzależnieni od ropy naftowej, że musimy utrzymywać jej cenę na jak najniższym poziomie dla konsumentów nawet w obliczu moralnie wątpliwego handlu tym surowcem z Rosji, to tym bardziej powinniśmy szukać wyjścia z tego uzależnienia. Jeśli nie mamy możliwości zaprzestania sprzedaży ropy naftowej przez Putina, to właśnie ropa jest jego asem w rękawie. 

Po ugotowaniu

Na tym tle najbardziej trzeźwy pogląd na kwestię ropy naftowej w ostatnim tygodniu miała Międzynarodowa Agencja Energetyczna. Podała ona 10 prostych punktów na ograniczenie zużycia ropy naftowej na całym świecie. Oto one:

1.      Redukcja prędkości samochodów na autostradach.

2.      Obniżenie cen transportu publicznego i zwiększenie nakładów na podróże piesze i rowerowe.

3.      Organizacja weekendów bez samochodów. 

4.      Telepraca minimum 3 razy w tygodniu.

5.      Tworzenie alternatyw dla korzystania z samochodu w miastach.

6.      Zachęcanie do współdzielenia pojazdów i oszczędzania paliwa.

7.      Zwiększenie efektywności w transporcie towarów.

8.      Zwiększyć możliwość dostępu do samochodów elektrycznych.

9.      Unikaj podróży służbowych samochodem, jeśli jest alternatywa.

10.   Podróżuj pociągami szybkich prędkości lub nocnymi zamiast samolotem, jeśli to możliwe.

Dla mnie to właściwie nic nowego, bo o oszczędzaniu ropy we własnym zakresie pisaliśmy jeszcze w 2015 roku promując kalkulator tzw.: Eko-Sknery. Wtedy dojeżdżając rowem do pracy oszczędzałem ok. 1600 zł rocznie. Dziś byłoby to pewnie 1000 zł. Pomyślisz, że to mało, ale gdyby tyle oszczędziło rocznie 5 mln użytkowników samochodów, to otrzymamy sumę 5 mld złotych – jakieś 10-15% rocznego rachunku za paliwo, które wystawia nam Putin. Dlatego chciałbym takie propozycje jak przedstawiła MAE wreszcie usłyszeć z ust ludzi, którzy są w Polsce u władzy*. Oni też mają trochę oleju w głowie. Chyba, że to olej z Rosji? 

PS: Poniższy rysunek został narysowany przeze mnie w 1994 roku. Zatem chyba też mogę twierdzić, jak nasi politycy, że ostatnie 28 lat ostrzegałem Europę przed Rosją? 

*Tekst został napisany przed ogłoszeniem premiera Morawieckiego, że będzie ogłoszony plan odejścia od wszystkich paliw kopalnych z Rosji ok. 1 kwietnia.

 

Stworzone przez allblue.pl