PL   |   EN

Samorząd w gorącym kotle gotowany

Samorząd w gorącym kotle gotowany
Rząd zaczął wyraźnie przegrywać w sprawie utrzymania niskich cen węgla po wdrożeniu embargo na surowce energetyczne pochodzące z Rosji. Przypomniano więc, że zaopatrzenie w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe to obowiązkowe zadanie własne gmin. Tylko czy rząd faktycznie wie co to zadanie oznacza?

Czytając literalnie art. 18, ust. 1 ustawy Prawo Energetyczne można próbować dowodzić, że gminy, zgodnie z propozycją wicepremiera ds. aktywów państwowych, powinny zająć się dystrybucją węgla do swoich mieszkańców. Na szczęście ustawa Prawo Energetycznie nie zostawia w tym zakresie wiele pola do domysłów, ponieważ wcześniej pojęcie zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe zostało w tej ustawie osobno zdefiniowane. Definicja ta obejmuje procesy związane z dostarczaniem ciepła, energii elektrycznej, paliw gazowych do odbiorców

Taka definicja oznacza nie mniej ni więcej, jak organizowanie infrastruktury sieciowej odpowiedzialnej za te procesy. Zresztą w ślad za nałożeniem na gminy wyżej wymienionego zadania własnego ustawa Prawo Energetyczne ustanowiła jako obowiązek gmin przygotowanie dokumentów planujących zaopatrzenie w wyżej wymienione formy energii (art 19 i 20 ustawy). Niestety nie ma w opisanej w ustawie zawartości tych dokumentów słowa o organizowaniu dostaw paliw stałych do odbiorców indywidualnych. Jest natomiast wyraźnie powiedziane, że planowanie to powinno obejmować propozycje w zakresie rozwoju i modernizacji poszczególnych systemów zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe. Nie można powiedzieć, że chodzi w tym przypadku o coś innego niż sieci ciepłownicze, elektroenergetyczne oraz gazowe. 

Jeśli już o coś można mieć pretensje do gmin w zakresie organizacji zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczna i paliwa gazowe, to że nie wszystkie faktycznie realizują obowiązki w zakresie planowania zaopatrzenia w ciepło dokładnie tak, jak to wskazuje ustawa. A wskazuje ona także, że planowanie tego zaopatrzenia wymaga proponowania inwestycji w zakresie wykorzystania odnawialnych źródeł energii i wysokosprawnej kogeneracji oraz stosowania środków poprawy efektywności energetycznej. Gminy, które takich propozycji nie wysuwały, zapewne dziś ustawią się karnie w kolejce do sprzedaży węgla dla swoich mieszkańców. 

Jednak oddajmy sprawiedliwość, że jest wiele gmin, które takie propozycje wysuwały, wysuwają, a nawet zrealizowały konkretne inwestycje w odnawialne źródła energii zarówno cieplne jako i elektryczne. Pisaliśmy o takich gminach na naszym portalu niejednokrotnie. Warto jednak pamiętać o tym, że zaopatrzenie w energię, tak jak przewiduje ustawa Prawo Energetyczne, wymaga daleko idącej współpracy z przedsiębiorstwami energetycznymi. W tym miejscu niestety ustawodawca nie popisał się wystarczającą dozą wyobraźni i założył, że współpraca pomiędzy tymi, gigantycznymi, przedsiębiorstwami a, raczej niewielkimi, gminami będzie miła łatwa i przyjemna. 

Niestety od kilku już lat widać jak na dłoni, że przedsiębiorstwa energetyczne mają własną agendę rozwoju energetyki w Polsce. Agendę, która bynajmniej nie wspiera rozwoju indywidualnych instalacji produkcji energii z OZE, która wykluczyła rozwój energetyki wiatrowej na lądzie, na czym najbardziej korzystały budżety gmin, oraz wykluczyła jeszcze wiele innych inicjatyw oddolnych w zakresie energetyki. A od kilku miesięcy przedsiębiorstwa energetyczne postanowiły sowicie zarobić w atmosferze rosnących cen energii na zapasach zgromadzonych wcześniej tanich paliw kopalnych z Rosji. Trudno więc wyobrazić więc sobie, że zarabiające miliardy złotych koncerny energetyczne będą zawierały korzystne umowy na rozwój lokalnych sieci energetycznych niskiego napięcia czy sieci dystrybucyjnej gazu ziemnego do rozproszonych odbiorców z 1000. małych gmin, których budżety to kilkanaście, a może kilkadziesiąt milionów złotych. O taką współpracę trudno nawet mimo tego, a dziś chyba nawet zwłaszcza dlatego, iż przedsiębiorstwa te w większości są spółkami skarbu państwa, np.: PGE, PGNiG, PSE. 

Rząd bowiem o kilku lat wyraźnie postanowił skierować oczy przedsiębiorstw energetycznych będących własnością skarbu państwa w zupełnie inną stronę niż rynek lokalny. Rząd chciałby, aby polskie koncerny energetyczne stały się co najmniej europejskimi, a może nawet i światowymi graczami w energetyczne dwa ognie. Być może to jest słuszny kierunek, ale warto zastanowić się czy nie będzie on realizowany kosztem lokalnego rozwoju, a wiemy, że jeśli chodzi o przystosowanie krajowej sieci energetycznej do odbioru energii z odnawialnych źródeł czy też ładowania samochodów elektrycznych, zwłaszcza sieci niskiego napięcia, jest źle. Odmowy przyłączania nowych instalacji, kilkumiesięczne oczekiwanie na przyłączenie itp, itd. 

Po raz kolejny zatem zgłaszam prosty postulat, tym razem okraszając go argumentem takim, że jego realizacja pozwoli polskim koncernom energetycznym poderwać się do lotu na międzynarodowych rynkach. To postulat przekazania przez te przedsiębiorstwa w ręce lokalnych samorządów nie tylko planowania zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe, ale także zarządzania lokalnymi sieciami energetycznymi – wystarczą sieci niskiego napięcia. Niech PGE czy PGNiG przejmują sobie inne spółki za granicą, ale w Polsce ktoś musi zapewnić dobrej jakości zarządzanie lokalnymi sieciami energetycznymi. Samorządy niejednokrotnie pokazały, że na lokalnym podwórku wiele potrafią.  

Dlatego zamiast gotować samorządy w energetycznym kotle, dajmy im ten kocioł, by mogły ugotować pyszną zupę. Zupę z lokalnych źródeł OZE, magazynów, spółdzielni energetycznych, klastrów z sieciami energetycznymi dla lepszego smaku. 

Tagi

Stworzone przez allblue.pl