PL   |   EN

Pocztówki znad krawędzi

Pocztówki znad krawędzi
Pędząc przez świat widzimy tylko obrazy niczym stacje w podróży.

Stacja 1

Święto Wszystkich Świętych, popularnie zwane Świętem Zmarłych jest, przyznam szczerze, jednym z najmniej lubianych przeze mnie świąt. Nie chodzi w tym wcale o kwestie życia i śmierci, a przynajmniej nie w sensie dosłownym. Chodzi o coraz bardziej nachalną komercyjność tego święta i w ogóle całego biznesu funeralnego. W Polsce rocznie (jeszcze przed pandemią) sprzedawano 300 mln zniczy. To gigantyczna masa prafiny, platiku i szkła, która ląduje na cmentarzach w większości na tylko kilka dni w roku. A potem ląduje na cmentarzach odpadów – na wysypiskach śmieci. 

Wypalenie całej tej ilości z ponad 300 milionów zniczy rocznie daje niebagatelną ilość ponad 203 tys. ton dwutlenku węgla. To równowartość emisji kilkudziesięciotysięcznego miasta w Polsce. Dodajmy do tego emisje z produkcji tych zniczy oraz ogromną ilość odpadów z nich powstających a będziemy mieli pierwszą pocztówkę znad krawędzi. 

Stacja 2

Tuż po świętach udałem się z wizytą do Belgradu. To stolica Serbii, jednego z mniejszych krajów bałkańskich, które powstały po rozpadzie Jugosławii. Moim celem było spotkanie na temat sprawiedliwej transformacji, na którym swoim doświadczeniem dzieliły się z Serbami, Węgrzy, Czesi, Słowacy i my, Polacy. Spotkanie odbywało się w gronie osób bardziej znających się na historii i polityce, niż ochronie klimatu, więc dowiedziałem się na nim wielu ciekawych rzeczy o systemach politycznych tych Państw. Niestety nie były to rzeczy pozytywne, bo trudno twierdzić, że fala korupcji, tej zwykłej i tej politycznej, tocząca Węgry i Serbię może być uważana za coś dobrego. Chyba, że w tym porównaniu Polska miałaby wypaść jako kraj najmniej skorumpowany. 

Choć utyskujemy na skalę zepsucia klasy politycznej w naszym kraju, to jednak nie uczyniliśmy chyba jeszcze ostatniego kroku w przepaść. Kroku, po którym pozostanie nam wymyślanie takich rozwiązań politycznych, które pozwoliłyby chronić klimat tylko poprzez umożliwianie większej korupcji. Zapewne w ramach sarkazmu zaproponował takie rozwiązanie dla swojego kraju kolega z Węgier. Oni się już zsunęli z krawędzi. 

Stacja 3

Tymczasem w Polsce tuż przed długim weekendem, który poświęcaliśmy na zapalanie zniczy, rząd ogłosił podpisanie umowy na inwestycje w pierwsze elektrownie atomowe w Polsce. Można by powiedzieć, że rząd wreszcie pomyślał o długoterminowej polityce energetycznej Polski. Jednak przykra koincydencja jest taka, że postanowił to zrobić w oku kryzysu energetycznego, który zagląda nam w oczy dziś i jutro, ale nie wiadomo czy także pojutrze. Energetyka atomowa to może jest i rozwiązanie, ale na pojutrze. Zanim oddamy do użytkowania pierwszą elektrownię atomową spalimy przez co najmniej 11 lat jeszcze mnóstwo węgla, czego moglibyśmy uniknąć inwestując od dawna stale i konsekwentnie w różne rodzaje odnawialnych źródeł energii. 

W tym kontekście posłużę się kilkoma polskimi powiedzeniami. „Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”, to chyba najstarsza wersja polskiej mądrości ludowej, która w nowszej wersji brzmi tak: „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. A dziś można by jeszcze ubrać te przysłowia w inne słowa: „Najpierw OZE, potem atom”. Zwłaszcza, że tego atomu będzie co kot napłakał. Bez OZE, wzmiankowane przez rząd inwestycje w atom i tak nie mają sensu. Stojąc nad krawędzią, nasz rząd łapie gołębie, choć mógłby mieć wróble w garści. 

Stacja 4

Właśnie nad dzisiejszym kryzysem energetycznym w głównej mierze debatują uczestniczy Narady Obywatelskiej o Kosztach Energii. Atom – jak się okazuje, nie pojawia się w proponowanych rozwiązaniach. Bo też atom nie jest rozwiązaniem wielu polskich problemów z energetyką, może poza budową systemu pozwalającego na duże przepływu finansowe w systemie energetycznym. Duże przepływy finansowe niestety wabią osoby, które chcą na tych przepływach zarobić niekoniecznie z korzyścią dla społeczeństwa. 

Mówi się dziś często, że dzisiejszy system polityczny w Polsce wypromował polityków, którzy co prawda kradną, ale dzielą się częścią łupów z innymi. Niestety nie możemy tego powiedzieć o systemie energetycznym. Produkcja energii elektrycznej czy cieplnej jest bardzo zazdrośnie strzeżona przez polityków. Oni mogą produkować, a my? Dla prosumentów, spółdzielni energetycznych czy klastrów stworzono naprawdę niewiele miejsca. Atom jeszcze nam to miejsca zabierze. A brak wsparcia dla energetyki obywatelskiej zabija w nas entuzjazm, osuwa nam grunt spod nóg. Krawędź jest bliżej. 

Stworzone przez allblue.pl