PL   |   EN

Sedno Europy środkowo-wschodniej

Sedno Europy środkowo-wschodniej
Ostatni tydzień to było przesilenie naszych kontaktów z krajami Europy środkowej i wschodniej. Byłem w Belgradzie, byłem w Bratysławie, byłem w Pradze. Nie byłem w Bukareszcie, Sofii i Budapeszcie, ale poznałem kilka relacji stamtąd. Co zobaczyłem?

Jesteśmy bardzo różni. Do tego stopnia, że jeszcze kilka lat temu wydawało nam się, że nie ma między nami, w środowisku ekologicznych organizacji pozarządowych, wielu pól do współpracy. Dziś też te różnice są widoczne. Słowacy jako jedyni mają walutę Euro. Serbowie najbardziej jawnie wydają się być prorosyjscy. Na Węgrzech władze zachłysnęły się powrotem do systemu jednopartyjnego. W Czechach demokracja wydaje się najsilniejsza. Polska wydobywa i zużywa najwięcej węgla, a Rumunia rozwija wydobycie gazu ziemnego. 

Jednak czasy kryzysu ujawniły o wiele więcej podobieństw niż mogliśmy się tego spodziewać. Podobieństw przede wszystkim kontrastowo odróżniających nas od Europy Zachodniej. Europy, która wciąż czuje się bezpiecznie, jest stosunkowo stabilna i chciałaby traktować położone na wschód kraje w sposób równoważny sobie. A jednak, mimo wydanych w ciągu ostatnich ponad 20 lat środków finansowych na nasz pościg za największymi gospodarkami Europy, wciąż jesteśmy inni. 

Nie udało się nas wszystkich przekonać do tego, że odnawialne źródła energii spowodują stabilność naszych systemów energetycznych i bezpieczeństwo naszych gospodarek. W praktycznie wszystkich środkowo europejskich krajach nie kupujemy opowieści o tym, jak z rozproszonych źródeł energii można z budować spójny system zasilania. W każdym kraju raczej skłaniamy się nadal do budowy dużych instalacji, opartych na skoncentrowanych źródłach, np. energii atomowej. Choć obywatele chcieliby inwestować we własne źródła energii w większym stopniu. 

Powyższa tendencja do centralizacji systemu wynika moim zdaniem z całkowicie innego etapu rozwoju naszych korporacji energetycznych. W Europie Zachodniej korporacje są już w pełni międzynarodowe. Wszystko im jedno, gdzie prowadzą swój biznes i, jak się dziś wydaje, mogą go prowadzić także we współpracy czy konkurencji z prosumentami. Czują się mocne swoją własną siłą i kapitałem. W Europie środkowo-wschodniej korporacje energetyczne nie mają jeszcze tak silnej pozycji. Ich siła wynika z tego, jako mocno są osadzone na rynku krajowym i to prowadzi do silnych tendencji do ograniczania konkurencji ze strony prosumentów czy nowych firm produkujących energię z OZE. 

W Europie środkowo-wschodniej nie mamy też wystarczająco dużo kapitału, aby podejmować pewne działania tak, jak w Europie zachodniej. W czasie kryzysu objawia się to przede wszystkim tym, że reagujemy bardziej nerwowo i w mniejszym stopniu stać nas na realizację strategii aktywnej. Będziemy zatem realizować raczej strategię pasywną, ciąć wydatki i ograniczać te mniej potrzebne do utrzymania bieżącej działalności. Może to skutkować w naszym regionie ograniczeniem inwestycji w OZE. Ale też, całkiem słusznie, obawiamy się konkurencji ze strony tych, co mają więcej kapitału, bo w kryzysie lubią oni kupować po okazyjnej cenie. 

Brak kapitału powoduje także, że nie mamy środków zapasowych, które w sytuacji kryzysowej pomogłyby nam doraźnie łatać dziury budżetowe czy znieść podwyższony poziom wydatków. Mniej dotyczy to ludzi bogatych czy przedsiębiorstw, a najbardziej dotyka tych biedniejszych, ale prawdopodobnie wciąż dotyka wszystkich. Dlatego nasze rządy podejmują strategię pomocy każdemu, poprzez ograniczenie administracyjne cen. W Europie zachodniej ludzie przyzwyczajeni są już do tego, że pomoc należy się jedynie najbiedniejszym, bo bogaci sobie poradzą, gdyż maja dużo kapitału zapasowego. U nas, jak się wydaje, pomoc wciąż należy się wszystkim. 

A poza tym stan naszej infrastruktury wciąż jest dużo gorszy. Dziś mam tu na myśli mniej drogi i kolej, a bardziej budynki, bo to one zużywają energię bardziej niż na zachodzie. Mam też na myśli sieci energetyczne, które nie są w stanie przyjąć wszystkich nowych instalacji OZE. Myślę też o flocie pojazdów, którą mamy niejako z drugiej ręki. Są to zapóźnienia, których nie udało nam się w ciągu ostatnich 25 lat odrobić (abstrahując od powodów). 

Dochodzi do tego wciąż niższy poziom organizacji społeczeństwa obywatelskiego w „naszej” Europie. W dodatku podejście naszych rządów do swoich obywateli jest bardzo ambiwalentne. Z jednej strony podbijają oni bębenek wartości tych, którzy głosują, ale niestety doceniają głównie tych, którzy głosują tylko w określony sposób. Ci co myślą inaczej, mają własne pomysły i chcą, aby polityka była prowadzona w sposób otwarty i przejrzysty nie mają łatwo. 

Dlatego choć w Bratysławie, Belgradzie czy Pradze wyrosło już mnóstwo nowoczesnych budynków biurowych, niczym w Londynie, Frankfurcie nad Menem czy Paryżu, to Europa Zachodnia będzie prawdopodobnie musiała się jeszcze na jakiś czas pogodzić się z tym, że Europę środkowo-wschodnią trzeba traktować inaczej. Jesteśmy inni, ale już nie gorsi. A to coś nowego. 

Stworzone przez allblue.pl