PL   |   EN

Dennis Meadows w 50. rocznicę publikacji "Granice Wzrostu"

Dennis Meadows w 50. rocznicę publikacji Granice Wzrostu
źródło : pixabay.com
Rzadko zdarza się, aby książka naprawdę zmieniła świat. W XIX wieku taką książką była książka Karola Darwina O powstawaniu gatunków. Przez XX wiek były to Granice wzrostu. Ta bestsellerowa publikacja z 1972 roku nie tylko pomogła pobudzić ruch ekologiczny, ale pokazała, że podstawowa dynamika współczesnego świata przemysłowego jest nie do utrzymania w skali kilku ludzkich wcieleń.

Była to niezwykle ważna informacja, dostarczona w sposób wiarygodny i jasny, tak aby każdy decydent mógł ją zrozumieć. Niestety, książka została odrzucona przez potężnych ludzi z żywotnymi interesami w zachodnim modelu gospodarczym opartym na wzroście, który wyprzedzał resztę świata. Dzisiaj zaczynamy dostrzegać skutki tego odrzucenia.

Z czterech autorów książki aktywni są tylko Dennis Meadows i Jørgen Randers (Donella Meadows zmarła w 2001 roku). 


Specjalnie dla PAństwa publikujemy tłumaczneie wywiadu Richarda Heinberga z Denisem Meadowsem, który pojawił się na stronie Post Carbon Institute.


Richard Heinberg: Dennis, to zaszczyt mieć możliwość przeprowadzenia z tobą wywiadu. Gratuluję współautorstwa najważniejszej książki minionego stulecia. Cieszę się, że jesteś gotów odpowiedzieć na kilka pytań.

Po pierwsze, w jaki sposób śledziliście rzeczywistość za pomocą scenariuszy, które ty i twoi koledzy wygenerowaliście 50 lat temu?

Dennis L. Meadows: Ostatnio podjęto kilka prób porównania niektórych naszych scenariuszy ze sposobem, w jaki globalny system ewoluował w ciągu ostatnich 50 lat. To trudne. W pewnym sensie próbuje potwierdzić, patrząc przez mikroskop, czy dane zebrane przez teleskop są dokładne. W rzeczywistości dokładność nie jest tutaj problemem. Naszym celem podczas przeprowadzania oryginalnej analizy było zapewnienie ram koncepcyjnych, w których ludzie mogliby myśleć o własnych opcjach i o wydarzeniach, które widzieli wokół siebie. Kiedy oceniamy modele, zawsze pytamy, czy są bardziej przydatne, a nie czy są dokładniejsze.

Powiedziawszy to, powiem również, że wysiłki, które zostały podjęte, generalnie doprowadziły do wniosku, że świat zmierza zgodnie z tym, co nazwaliśmy w naszym sprawozdaniu z 1972 r. standardowym scenariuszem. Jest to zagregowany obraz globalnego systemu, pokazujący wzrost od 1972 r. do około 2020 r., a następnie, w ciągu następnej dekady lub dwóch, główne trendy osiągają szczyt i zaczynają spadać. Nadal uważam ten model za bardzo przydatny w zrozumieniu tego, co czytam w gazetach i w próbie zastanowienia się nad tym, co będzie dalej.

RH: Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o dyskusje na temat wpływu środowiska na społeczeństwo, wyczerpywanie się zasobów przyciąga znacznie mniej uwagi niż zanieczyszczenie. Prawie wszyscy mówią obecnie o zmianach klimatu, ale założeniem tła wydaje się być to, że jeśli zredukujemy emisje do "zera netto", możemy nadal żyć zasadniczo tak, jak robimy to teraz - z kulturą konsumpcyjną, 8 miliardami ludzi i statkami wycieczkowymi (napędzanymi wodorem, oczywiście). W głównym nurcie jest bardzo mało dyskusji – nawet wśród większości naukowców, jak mi się wydaje – o tym, jak rosnąca populacja i konsumpcja doprowadzą do serii kryzysów wyczerpania, nawet jeśli w jakiś sposób zapobiegniemy najgorszym skutkom klimatycznym. Jak postrzegasz skutki wyczerpania i zanieczyszczenia jako ograniczenia dla przyszłego wzrostu?

DLM: Powiedziałbym, że wyczerpanie i zanieczyszczenie są już ograniczeniami dla przyszłego wzrostu. Weźmy na przykład tylko olej. W latach 90. średnia cena wynosiła około 30 dolarów za baryłkę. Jesteśmy teraz w okolicach 100 dolarów za baryłkę, nawet biorąc pod uwagę inflację. To zaczyna znacząco hamować decyzje inwestycyjne. A poza tym nie ma oczywiście możliwości uniknięcia zmian klimatycznych, nawet gdybyśmy zredukowali emisje do zera netto. Czas życia CO2 w atmosferze (jego okres półtrwania wynosi około 120 lat) oznacza, że będziemy musieli żyć przez resztę tego stulecia z konsekwencjami prawie wszystkiego, co do tej pory zrzuciliśmy do atmosfery.

Ostatni raz stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze było tak wysokie około 4 milionów lat temu. W pobliżu nie było ludzi, a poziom morza był o około 60 stóp wyższy niż obecnie. To nie jest science fiction. Wiemy, że jeśli pokrywa lodowa Antarktydy stopnieje, podniesie globalny poziom mórz o około 190 stóp. To oczywiście przyczyni się do ekspansji wody w oceanach, która pochodzi z ocieplenia temperatury. Widzimy również, że arktyczna pokrywa lodowa topnieje. I nie ma absolutnie żadnego powodu, aby wyobrażać sobie, że skutki obecnego ocieplenia przyspieszą ten proces.

Warto jednak wyobrazić sobie (choć jest to fantazja), że moglibyśmy wyeliminować zmiany klimatu jako problem. Nawet wtedy konieczne byłyby poważne zmiany. Jeśli przeczytasz gazety i spojrzysz na dane, zobaczymy, że zasoby naturalne pogarszają się na każdym kontynencie. Jesteśmy daleko powyżej zrównoważonego poziomu. Nawet gdybyśmy mogli uniknąć zmian klimatycznych, nie ma możliwości utrzymania 8 miliardów ludzi na poziomie zbliżonym do poziomu życia, którego się spodziewaliśmy. Przeprowadzono kilka ćwiczeń akademickich, aby obliczyć, ilu ludzi ziemia może wesprzeć. To naprawdę głupi rodzaj ćwiczenia, ponieważ ignoruje większość wartości i celów, które mamy, aby uczynić ludzkie życie na tej planecie wartościowym: sprawiedliwość, wolność, dobrobyt, ludzkie zdrowie. Wszystkie te rzeczy są ściśle dotknięte przeludnieniem. Nie wiem, jaki jest teraz zrównoważony poziom populacji, ale prawdopodobnie jest on znacznie bliższy miliardowi ludzi lub mniej, jeśli dążymy do tego, aby mieli taki poziom życia i warunki polityczne, jakimi cieszymy się na Zachodzie.

Wyczerpanie prawdopodobnie przejawi się najbardziej bezpośrednio poprzez coś, co wygląda jak siły polityczne. Ponieważ kraje takie jak Stany Zjednoczone i Chiny stają się zależne od importu, aby utrzymać swój standard życia, który już jest w odniesieniu do ropy, zaczną wdrażać środki polityczne, wojskowe i gospodarcze, aby uzyskać kontrolę nad tymi aktywami za granicą. A to z pewnością doprowadzi nas do konfliktu. Przekierowanie zasobów na mechanizmy kontroli zmniejszy ten rodzaj wzrostu, który jest możliwy w kraju. Możemy spierać się o to, ile technologii udostępni nam nowe zasoby, ale kluczową rzeczą do zapamiętania jest to, że ogólnie rzecz biorąc, technologię należy rozumieć jako sposób wykorzystania energii kopalnej do zabezpieczenia czegoś. A ponieważ nasze kopalne zasoby energetyczne zaczynają się zmniejszać, zdolność technologii do udostępniania coraz bardziej obfitych zasobów z pewnością spadnie.

RH: Granice wzrostu były mocno analizowane i krytykowane. Znaczna część krytyki była niesprawiedliwa i opierała się na liczbach z książki, które zostały wyrwane z kontekstu i potraktowane jako prognozy - którymi wyraźnie nie były. Zastanawiam się jednak, z perspektywy 50 lat, czy jacyś krytycy zmusili cię do ponownego przemyślenia niektórych z twoich wczesnych założeń lub wniosków?

DLM: Oczywiście, często zastanawiałem się, jak postąpiłbym inaczej, gdybym wiedział w 1972 roku to, co wiem teraz, i po raz kolejny budował zespół i organizował wysiłek opracowania i przeanalizowania globalnego modelu. Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że dokonaliśmy właściwych wyborów. Za chwilę opowiem o energii, gdzie, jak sądzę, można było wprowadzić kilka ważnych zmian. Jednym z naszych kluczowych założeń było spojrzenie na kulę ziemską jako całość, a nie próba rozróżnienia między regionami lub krajami. Z perspektywy czasu uważam, że było to słuszne – choć oczywiście otworzyło nas to na krytykę. Tak mało wiemy o długoterminowych globalnych trendach, jeszcze mniej wiemy o dynamice międzynarodowych transferów ludzi, finansów, zasobów, energii i tak dalej. Tak więc próba stworzenia wielonarodowego modelu na dłuższą metę pozostawi was z niezwykle skomplikowanym zestawem założeń, z których wszystkie opierają się na ignorancji, a to nie jest bardzo przydatny model.

Fot. Okładki oryginalnych wydań "The limits to Growth" 

 

RH: Zintegrowane raporty oceniające Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) nie są modelami systemowymi takimi jak World3 (model zastosowany w The Limits to Growth) i nie uwzględniają możliwości degrowth, a jedynie wzrost. Czy możesz zastanowić się nad różnicami w podejściach do modelowania i ich implikacjami – na przykład dla najbardziej ekstremalnych scenariuszy emisji gazów cieplarnianych?

DLM: Istnieją głębokie różnice między tym, co zrobiliśmy, a modelowaniem, które zostało przeprowadzone w celu wsparcia IPCC. Ogromnie szanuję ten wysiłek. Znam wiele osób zaangażowanych w próby modelowania długoterminowych zmian klimatu. Są doskonałymi naukowcami i wykonują dobrą pracę. Wygenerowały one wiele użytecznej nowej wiedzy. Ale natura ich analizy jest po prostu zupełnie inna niż to, co zrobiliśmy. Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że model IPCC zaczyna się najpierw od tego, co jest politycznie akceptowalne, a następnie próbuje prześledzić jego naukowe konsekwencje, podczas gdy my przyjrzeliśmy się temu, co było naukowo znane, a następnie próbowaliśmy prześledzić jego konsekwencje polityczne.

Model IPCC pozostawia wiele rzeczy egzogennych. Aby go użyć, musisz określić założenia wzrostu populacji, założenia dotyczące poziomu PKB i tak dalej. Pracowaliśmy bardzo ciężko, aby ważne determinanty naszego modelu stały się endogenne. Oznacza to, że ewoluuje w czasie w odpowiedzi na zmiany zachodzące w modelu. Uczynienie ważnych zmiennych, takich jak populacja, egzogennymi, oszczędza ci wiele krytyki. Możesz podać kilka różnych scenariuszy, a w tym zestawie prawie każdy polityk znajdzie coś, co mu się spodoba.

Scenariusz IPCC mówi nam tylko o zmianach klimatycznych i nie wchodzi w inne kwestie. Staraliśmy się zapewnić ogólne ramy. Tak więc oba są użytecznymi wysiłkami, po prostu zupełnie innymi. To tak, jakby podnieść młotek, podnieść pędzel i zapytać, co jest lepsze. I oczywiście odpowiedź brzmi: każdy ma swoje własne cele.

RH: Model granic wzrostu ma po prostu "zasoby" jako wkłady do gospodarki, z energią jako zasobem. Zastanawiam się, czy postrzegasz energię jako wyjątkową, ponieważ potrzeba energii, aby uzyskać dostęp do wszystkich innych zasobów, takich jak minerały. Czy uważasz, że spadek zasobów w ogóle będzie podążał za spadkiem energii?

DLM: Najpoważniejszym pominięciem w naszym modelu, o ile teraz to rozumiem, była energia. Wrzucaliśmy wszystkie formy energii pośrednio albo do sektora zasobów nieodnawialnych, albo, w jakiś naciągany sposób, do sektora rolnego. To pośrednio zakłada, że energia jest nieskończenie substytucyjna – założenie, które ekonomiści przyjmują przez cały czas, ale które jest oczywiście całkowicie błędne.

Wciąż pamiętam, kiedy pojawiło się embargo na ropę naftową, myślę, że było to w 1972 roku. A ekonomiści powiedzieli: "Cóż, nie martw się. Gospodarka energetyczna w Stanach Zjednoczonych to tylko 4 lub 5 procent PKB. Więc nawet jeśli całkowicie się zatrzyma, PKB nie spadnie zbytnio. " Cóż, oczywiście, jest to po prostu niewiarygodnie głupi sposób rozumienia rzeczywistości. Jeśli nie ma energii, jest bardzo mało PKB. To, czy spadek dostępności energii będzie ściśle czy tylko luźno śledzony z dostępnością zasobów, dopiero się okaże. Dostępność energii jest oczywiście nie tylko kwestią wielkości fizycznych, ale także użytecznej energii. Koncepcja zwrotu z inwestycji energetycznych (EROI) jest niezwykle ważna i prawdopodobnie dobrze znana osobom, które monitorują Twoją stronę internetową. Wiemy, że spada. Charlie Hall, w swojej pionierskiej pracy, wykonał najlepszą pracę, jaką widziałem, aby obliczyć, jaki musi być EROI, aby utrzymać gospodarkę tak złożoną jak nasza. Mamy przed sobą drogę, ale największym problemem będzie spadek zwrotu z inwestycji w energię.

RH: Czytając ponownie twoją książkę, uderzyły mnie doskonałe rekomendacje, które przedstawiłeś, zaczynając od strony 161. Gdyby tylko zostały one przyjęte przez decydentów na całym świecie! Na nieszczęście dla nas wszystkich, w większości nie były (chociaż podjęto pewne udane wysiłki w celu spowolnienia wzrostu populacji). Teraz, po 50 latach, czy uważasz, że inne zalecenia są odpowiednie?

DLM: Wróciłem i obejrzałem wszystkie trzy wydania naszej książki. Nie mogłem nigdzie znaleźć tego zestawu rekomendacji, doskonałych lub innych. [Uwaga RH: Dennis ma tu oczywiście rację: nie ma żadnych "zaleceń" per se, a jedynie hipotetyczne warunki, takie jak zastosowanie polityki w celu wyrównania wskaźników urodzeń i zgonów począwszy od 1975 roku, które zostały wprowadzone do scenariuszy w próbie stworzenia stabilnego stanu świata przez cały 21 wiek.]  Jednak to, co wtedy zalecaliśmy, z pewnością nie ma teraz znaczenia. W 1972 roku wpływ ludzkości na świat był prawdopodobnie poniżej zrównoważonego poziomu, a celem w tym czasie było spowolnienie rzeczy, zanim osiągniemy granicę. Teraz jest jasne, że skala ludzkiej działalności jest daleko, daleko powyżej granicy. A naszym celem nie jest spowolnienie, ale powrót do dołu: znalezienie sposobów manewrowania systemem, w pokojowy, sprawiedliwy, miejmy nadzieję, dość liberalny sposób, i sprowadzenie naszych żądań z powrotem do poziomów, które mogą być ponoszone przez planetę. To zupełnie inne pytanie niż to, którym się zajmowaliśmy. Wymagałoby to zupełnie innego modelu niż ten, który zbudowaliśmy, i zupełnie innego zestawu książek niż te, które napisaliśmy. Byliśmy ostrożni w naszych analizach, opisując nasze różne scenariusze, aby nigdy nie wypowiadać się na temat wyników modelu, po tym, jak pierwsza główna zmienna osiągnęła szczyt i zaczęła spadać, ponieważ zrozumieliśmy, że przyniesie to bardzo głębokie zmiany w systemie społecznym i politycznym, co prawie bez wątpienia uczyniłoby nasz model zupełnie nieistotnym. Tak więc wciąż jest wiele interesujących badań do zrobienia. Jest zupełnie nowy zestaw interesujących pytań. Ale będziesz musiał szukać gdzie indziej niż nasza praca, aby zacząć.

RH: Czy uważasz, że decydenci są teraz bardziej otwarci niż wtedy?

DLM: To nie jest kwestia tego, czy decydenci są otwarci, czy nie; chodzi o to, czy są teraz bardziej skłonni do podjęcia konstruktywnych działań niż 50 lat temu. To złożone pytanie i nie znam odpowiedzi. Działanie wymaga nie tylko otwartości, ale także zasobów i troski. Udało mi się przekonać ludzi, że na przykład nadchodzą zmiany klimatyczne. Nie podejmują działań, nie dlatego, że mi nie wierzą, ale dlatego, że po prostu ich to nie obchodzi. Koncentrują się na krótkoterminowej perspektywie, w której obecny system daje im władzę i pieniądze, do których aspirują. Nie widzą potrzeby zmian.

To ironiczne, ale przy tego rodzaju problemach z czasem obawy mają tendencję do wzrostu, ale zasoby uznaniowe mają tendencję do zmniejszania się. I często zdarza się, że do czasu, gdy decydenci staną się wystarczająco zaniepokojeni czymś, aby zacząć się zastanawiać, co robić, nie mają już wystarczających zasobów uznaniowych, aby być bardzo skutecznymi. A to wszystko jest spotęgowane tym, co nazywam błędnym kołem horyzontu czasowego. Ponieważ w przeszłości nie podjęliśmy skutecznych działań, kryzysy narastają. W naturze reakcji politycznej leży to, że kiedy nadchodzi kryzys, skupiasz się coraz bardziej na krótkim okresie, a twój horyzont czasowy się kurczy. A ponieważ prowadzi to do robienia rzeczy, które zasadniczo nie rozwiązują problemu, kryzys się pogarsza. Tak więc, w miarę jak kryzys się pogłębia, horyzont czasowy kurczy się jeszcze bardziej, złe podejmowanie decyzji wzrasta, a kryzys idzie jeszcze dalej. Tam nas teraz widzę.

Czasami używałem metafory kolejki górskiej, której dla mojej niemieckiej publiczności najbardziej znanym przykładem może być ten na Oktoberfest w Monachium. W 1972 roku, używając tej metafory, mogłem powiedzieć, że sytuacja była trochę jak grupa ludzi stojących przy okienku biletowym i zastanawiających się, czy powinni wsiąść do pociągu. Wciąż mieli szansę tego nie robić. Ale w tej analogii zrobili to. Wsiedli do samochodu i cieszyli się krótkim okresem wzrostu aż do szczytu pierwszego wzgórza. Teraz wkrótce zaczną schodzić i nie mają już zbyt wiele miejsca na konstruktywne działanie. Wszystko, co mogą zrobić, to utrzymać się i mieć nadzieję na przetrwanie podróży. To uproszczony sposób rozumienia naszej sytuacji, ale stawia tworzenie polityki w użytecznej perspektywie.

RH: Ze wszystkich zaleceń, które wtedy przedstawiłeś (lub nowych), co jest najważniejsze? Czy istnieje kamyk idei, który może zapoczątkować lawinę zmian?

DLM: Zalecenia, które wydaliśmy w 1972 roku, po prostu nie są teraz aktualne. Tak więc, chociaż teoretycznie mogę powiedzieć, że zatrzymanie wzrostu populacji lub zwiększenie troski ludzi o tych odległych mogło być najważniejszą rzeczą, jaką mogliśmy zrobić 50 lat temu, teraz jest na to naprawdę za późno. Gdybym próbował rozpocząć nowy impuls do zmian, to na zrozumieniu natury ludzkiej percepcji. Dlaczego mamy tendencję do koncentrowania się na perspektywie krótkoterminowej i lokalnej, podczas gdy w rzeczywistości podstawowe rozwiązania tych problemów są długoterminowe i odległe? Jest wiele badań do zrobienia. Ekonomiści oparli swoje rekomendacje na założeniu, że PKB będzie rósł w nieskończoność. Z pewnością nie będzie. Musimy zrozumieć implikacje tego i spróbować zastanowić się, jakie praktyczne zalecenia polityczne mogłyby zostać wdrożone w odpowiedzi na ten fakt. Myślę o tych rzeczach, ale z pewnością nie doszedłem do punktu, w którym jestem w stanie sformułować zestaw szczegółowych zaleceń.

RH: Co sądzisz o perspektywach porzucenia przez ludzi idei maksymalizacji ich władzy nad naturą i zaakceptowania idei "dość" jako zasady organizacyjnej dla dobrego życia? Czy byłoby to sprzeczne z naszymi genami, czy tylko z naszymi uwarunkowaniami kulturowymi?

DLM: Do tego stopnia, że w większości przypadków nie doceniamy, nasz gatunek, Homo sapiens, a tym samym jego globalne społeczeństwo, są wynikiem 300 000 do 400 000 lat ewolucji, podczas których istniała wysoka wartość przetrwania w skupianiu się na krótkoterminowym bliskim i nie martwieniu się o długoterminowe odległe. W konsekwencji jest to mentalne i instytucjonalne wyposażenie, które mamy teraz do radzenia sobie z pytaniami, które po raz pierwszy naprawdę potrzebują czegoś innego. Zmieniają się na dwa sposoby: społecznie i biologicznie. Fundamentalna zmiana genetyczna w naszym gatunku wymaga 3000 lub 4000 lat. Potrzeba mniej więcej tyle czasu, zanim konstruktywna mutacja stanie się dość powszechna. Adaptacja społeczna może, przynajmniej w teorii, nastąpić szybciej, więc pytanie brzmi: jakie są perspektywy, aby nasz system społeczny zmienił się w sposób bardziej zgodny z rzeczywistością? Jest wysoki w teorii. W praktyce nie jestem pewien. Dominującym problemem, przed którym stoimy, jest to, że obecny system bardzo dobrze służy interesom wielu ludzi. Jest wielu ludzi, którzy czerpią bogactwo i władzę polityczną z obecnego systemu. I oczywiście, kiedy ktoś inny zaleca zmianę, ludzie z tą władzą będą się opierać, a oni stawiali opór. Przemysł paliw kopalnych jest jednym z przykładów, ale są ich tysiące. Nie możesz zrozumieć debaty nuklearnej, jeśli nie zdasz sobie sprawy, że niektórzy ludzie zarabiają miliony dolarów, budując reaktory jądrowe.

Fot. Dennis Meadows

 

Musisz więc zapytać nie fizyka takiego jak ja, ale socjologa lub politologa o perspektywę zmiany społeczeństwa. W przeszłości zmiany zachodziły szybko w okresach kryzysu, a nie zazwyczaj w okresach pokoju i sukcesu. W miarę narastania kryzysów zobaczymy, jakie zmiany są dostępne.

RH: Przeprowadziłeś badania nad tym, jak ludzie zmieniają swoje zachowanie; Czy nauczyłeś się lekcji, które mogą być cenne dla młodych aktywistów?

DLM: Jestem starym aktywistą. Mam 80 lat. Nie wyobrażam sobie, że jestem w stanie postawić się w głowie kogoś, kto dopiero zaczyna życie i widzi 60 czy 70 lat przed sobą. Niemniej jednak mógłbym zaproponować im co najmniej kilka rzeczy do rozważenia. Jednym z nich jest uznanie, że ludzie są motywowani wieloma różnymi czynnikami: bogactwem, uczuciem, sławą, władzą. A jeśli chcesz, aby ktoś się zmienił, musisz zrozumieć, co go motywuje i przekonać go, że zmiana, którą zalecasz, będzie służyć jego interesom. Będzie to łatwiejsze, jeśli ich zainteresowania rozciągną się na ludzi daleko lub w przyszłości. Ale tak czy inaczej, muszą znaleźć to w ich własnym interesie. Rzadko spotykam kogoś, kto byłby gotów rzucić wszystko i zrobić rzeczy, które kazałem mu zrobić tylko dlatego, że uważałem, że to dobry pomysł.

Inną rzeczą, którą powiedziałbym, jest to, że bez względu na to, co wydarzy się w ciągu następnych dziesięcioleci, w każdej chwili zawsze jest okazja do zrobienia wielu różnych rzeczy. Niektóre z nich poprawią sytuację, a niektóre z nich ją pogorszą. I to jest etycznie satysfakcjonujące, a prawdopodobnie nawet skuteczne w jakiś sposób, aby spróbować znaleźć rzeczy, które sprawią, że wszystko będzie lepiej.

Nie wiem, co nadchodzi. Patrzę na te nachylone w dół krzywe w moim scenariuszu i szczerze mówiąc, nie wiem, jak to będzie wyglądać na ziemi w ciągu najbliższych 40 do 50 lat. Domyślam się jednak, że niektórzy ludzie mogą przejść przez ten okres, nawet nie zdając sobie sprawy z upadku, podczas gdy inni, oczywiście, są już daleko w upadku swojej osobistej sytuacji, swojej kultury, swojej społeczności i tak dalej. Cokolwiek się okaże, wiem, że ludzie, którzy mają pewne praktyczne umiejętności, skromne aspiracje i dobrą sieć społecznościową, poradzą sobie lepiej. Tak więc, jeśli miałbym zakończyć jakimkolwiek uproszczonym zaleceniem, myślę, że byłoby to zbudowanie sieci społecznościowych. Wykorzystaj je jako źródło nowych pomysłów, wsparcia, wzmocnienia i satysfakcji.

RH: Dennis, jeszcze raz dziękuję za rozmowę ze mną i głębokie i szczere podziękowania za wszystko, co zrobiłeś przez lata, aby pomóc nam zrozumieć naszą globalną sytuację.

Stworzone przez allblue.pl